Reklama
Home

PostHeaderIcon wakacyjny miernik teatru - Ósemki

 

 

Zamość. Duszny czas – przełom czerwca i lipca. Ostatnia noc tutaj. Leżę w hotelu i zastanawiam się jak to możliwe by przez tyle lat być tak bardzo zaangażowanym, tak żywo interesować się przyszłością kraju. Ale po kolei. Przyjechałem na Zamojskie Lato Teatralne, między innymi w charakterze jurora w konkursie piosenki aktorskiej dla młodzieży. Ciekawi młodzi ludzie, głosy krystalicznie postawione, choć choreografie niedopracowane, a teatru tu niewiele. Obok mnie przezacni jurorzy, zabawna atmosfera na obradach. Pysznie.

Podczas Zamojskiego Lata Teatralnego w otoczeniu renesansowych perełek co wieczór grają uliczne zespoły teatralne. Nudzi mnie banalny Szekspir w wykonaniu Białorusinów, idę więc na naleśniki. Zachwyca Szekspir z Wybrzeża, bratam się z aktorami. Czas płynie leniwie: spaceruję po rynku, zachodzę do fryzjerki (którą bardziej od moich włosów interesuje czy mam żonę), do przeuroczej nowootwartej restauracyjki prowadzonej przez małżeństwo, które z Kanady przywiozło wiele smakowitych przepisów kulinarnych, w tym na zupę meksykańską i pierogi po kanadyjsku z żółtym serem w środku. Toczy się mundial pełen łez, potu i wybuchów radości; gram w darts w barze; wraz z K. – zamojskim Hłaską – zachodzę do przemytników po papierosy.

Powiew wielkiego świata (rok temu odcięto połączenia kolejowe do Zamościa) czuję w księgarni na Rynku, do której zaszedłem pewnego ranka ledwo jeszcze widząc na oczy. Natknąłem się na kandydata Jarosława dumnie prężącego się ze ściany – taka pobudka. Dobrotliwa twarz z delikatnym uśmieszkiem zachęcała do oddania głosu. Sączyłem więc sobie arabikę i spoglądaliśmy. On na mnie, ja na niego. Magiczna chwila, powiew świata.

Nadeszła niedziela. Zamojski rynek obrysowują delikatnie podświetlone, kolorowe kamieniczki. Podobno gdy zjeżdżają sławni politycy iluminacja jest pełniejsza, rynek migota, jak śpiewała artystka, „tyyysiącem baaarw”. Gaśnie wówczas na kilka godzin osiedle Kilińskiego. Taka przepustowość elektrowni. Tego dnia pośród kamieniczek tłum. Gra Teatr Ósmego Dnia. Już na śniadaniu w hotelu wsłuchuję się w pewien niepokój płynący ze stolików obok, przy których siedzą aktorzy: nie o to jak zagrają, czy jak publiczność zareaguje, ale o wynik dzisiejszych wyborów. Na Rynku pokażą Czas matek – piękny, głęboki spektakl o stracie, o wojnie. Nie o bohaterach, a o ich bliskich, o żałobie. Podoba mi się: niewiele plakatowości, sporo niuansów, balansu w treści. Inni ludzie też reagują pozytywnie. Wielu przyszło zobaczyć legendarny teatr, wielkich buntowników czasu komuny, dziś wciąż niepokornych.

Po spektaklu podchodzę do Marcina Kęszyckiego, który zdążył już zrzucić kostium. Zagajam o spektakl. Aktor szybko zmienia temat – przecież jest już 22 wieczorem, zaczynają schodzić pierwsze wyniki wyborów. Kęszycki jest przerażony, że kandydaci idą niemal łeb w łeb. Uparcie wraca do tematu, nie sposób z nim rozmawiać o przedstawieniu. Po upływie godziny zachodzę do hotelu, „Ósemki” siedzą pod parasolami przed wejściem. Grobowa cisza. Dowiaduję się, że prowadzi kandydat Jarosław. Siadam przy nich – milczę, próbujemy wyobrazić sobie rzeczywistość w poniedziałek rano.  Nie rozmawiamy o spektaklu - polityka, społeczeństwo, Państwo są ważniejsze. Dla „Ósemek” zawsze były sprawami wielkiej wagi. Idę spać. Koło północy budzi mnie wybuch radości za oknem. Spłynęły wyniki z większej liczby komisji, prowadzi kandydat Komorowski.

Po powrocie do Warszawy czytam, że „Ósemki” poparły Janusza Palikota, członkowie teatru wpisali się na blogu posła. Lubelski polityk sugerował że za wypadek Tupolewa odpowiedzialny jest były prezydent. Spadły za to na niego, nie po raz pierwszy, gromy i błyskawice. Skonfliktowany z Palikotem wiceprezydent Poznania wezwał Ewę Wójciak na dywanik. Zagroził, że może odebrać teatrowi miejską dotację.

Estetyka „Ósemek” jest mało przekonująca, środki wyrazu wywodzą się z teatru lat osiemdziesiątych. Ale treść spektakli wciąż jest żywa: wojna, ofiary, teczki, komunizm, rozliczanie z przeszłością, podzielona Polska. Teatr Ósmego Dnia to dziś bardziej instytucja niż teatr sam w sobie. Owszem, grają spektakle, podróżują po festiwalach, często zagranicą. Od lat występują jako ambasadorowie naszego kraju. Ich usytuowany w centrum Poznania ośrodek służy jako miejsce spotkań z naukowcami, artystami i politykami. To miejsce skupia młodych ludzi, wrze od dyskusji. Jest kuźnią nowych pomysłów i idei. Pan wiceprezydent (którego nazwisko celowo pomijam) nie rozumie, że są w naszym kraju osoby czy instytucje, które nie ograniczają się do działalności na terenie miasta. Oczywiście robią dla miasta wiele dobrego, ale ich działalność, ich głos słyszalny jest dalej. W świecie teatralnym postrzegane są jako autorytety, a ich życiowa postawa pokrywa się z tym, co głoszą ze sceny. Dziś mogą wreszcie bez przeszkód występować publicznie i popierać kogo chcą. Mogą więcej. Ku mojemu zdumieniu, wciąż żywo interesuje ich przyszłość naszego kraju.

 

Bartłomiej Miernik – absolwent Wiedzy o Teatrze warszawskiej Akademii Teatralnej, od 2003 roku w miesięczniku „Teatr”, sekretarz redakcji.

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

 

 

 

PostHeaderIcon Aniela Dybowska: Tańczmy Bacha

 

Cztery odsłony współczesnego baletu

Pocałunki

Choreograficzna interpretacja Emila Wesołowskiego koncertu klawesynowego d-moll jest próbą uchwycenia wymykającego się pokrewieństwa baroku i współczesności. Nawarstwienie i skontrastowanie tworzy na scenie aurę przeinterpretowanego sonetu. Tancerki pojawiają się w kostiumach o intensywnych kolorach, wykonanych z mięsistych materiałów.

Czytaj dalej...

 

PostHeaderIcon miernik teatru: Fotograf ciszy...

 

…jest wysoki i łysy. Całkowicie skoncentrowany na swojej pracy. Statyw ustawił między rzędami, z boku widowni, tak by nikomu nie przeszkadzać. Z rzadka słyszę stłumioną migawkę. Krzysztof Bieliński to absolutny fascynat fotografii teatralnej, to obecnie jeden z najciekawszych, najoryginalniejszych fotografów teatralnych. Znamy się już od kilku lat.

Jest zima 2007 roku, dostrzegam go kątem oka w trakcie przedstawienia w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Pracuje. Po spektaklu piwo, plotki, plotki, cisza. Po chwili w zasadzie sam rozpoczyna ten temat. Zamarzył mu się album, w którym mógłby zebrać i pokazać swoje zdjęcia ze spektakli Krystiana Lupy. Dużo mi opowiada o teatrze tego artysty, że to podczas pierwszych prób „u Krystiana” rozpoczęła się przygoda z fotografią. I choć potem spotykaliśmy się wielokrotnie, to tamten moment zapamiętałem najlepiej. Taki zrazu nieśmiały pomysł i obawa, bo przecież w zawodzie jest ledwie kilka lat. Potem przy różnych okazjach informuje mnie o postępujących pracach nad albumem, pokazuje układ zdjęć, pyta o rady. Błysk w oczach, emocje jak o tym opowiada – bezcenne.

Czytaj dalej...

 

PostHeaderIcon Agata Drwięga: W troskliwych objęciach demonów

 

Gabriela Zapolska swój dramat opatrzyła nagłówkiem, który nie wymaga komentarza: „Ich czworo. Tragedia ludzi głupich w trzech aktach”. Inaczej przedstawia się sytuacja z najnowszą produkcją poznańskiego Teatru Polskiego. Tytuł: „Ich czworo. Obyczaje dzikich” w reżyserii Agnieszki Korytkowskiej-Mazur pozornie zupełnie nie współgra z tym, co widzimy na scenie.

Czytaj dalej...

 

PostHeaderIcon Karolina Matuszewska: Bolesna rozterka Katii

 

 

Rzadko na polskich scenach operowych można usłyszeć dzieła słowiańskich kompozytorów. W Warszawie właśnie pojawiła się taka możliwość.

„Katia Kabanowa” Leoša Janáčeka, którą od niedzieli mamy okazję oglądać na deskach Teatru Wielkiego-Opery Narodowej to opowieść o zniewolonej przez rodzinne i społeczne konwencje kobiecie, która zmaga się z własnymi pragnieniami. Przykładna, kochająca żona pada ofiarą wielkiej namiętności, której nie potrafi się oprzeć. Jej rozpacz i burzliwe uczucia doskonale oddaje przede wszystkim muzyka, ale również poruszające arie. To na nich położony jest główny akcent przedstawienia. Reżyser David Alden świadomie zrezygnował z przepychu scenografii i bogactwa kostiumów, aby tym bardziej wydobyć relacje i uczucia poszczególnych bohaterów.

 

Czytaj dalej...